Wielu zlinczowałoby mnie za tę notkę, bo dzisiaj będzie o śmierci. Na całe szczęście nie wiedzą o czymś takim jak ‘thistle4.wordpress’.
Osiemnastego dnia listopada tego roku, uderzyła wiadomość o zabiciu polskiego lektora w Kirgistanie. Maciej Chowaniok, bo tak zwał się owy lektor, został zabity w nocy z 16 na 17 listopada w akademiku w stolicy Kirgistanu, Biszkeku. Wiadomości z Kirgistanu idą do nas jednak jak krew z nosa, więc o wszystkim dowiadujemy się co dzień i dostajemy strzępkowe informacje – prawie jak w serialu. Dzisiaj dowiadujemy się, że prawdopodobną przyczyną dźgnięcia przez młodego obywatela Tadżykistanu, szesnastoletniego Daleri Zolana, był podryw ze strony Polaka. Prawdę powiedziawszy boję się jutro zobaczyć nowe wieści z Azji.
W zasadzie nie mówi się o tym mordzie w mediach. Rzucono coś w RMF, potem na belce TVP Info, następnie Onet.pl, Gazeta.pl etc. Nie jest to wiadomość dnia, to tylko zabójstwo, do tego gdzieś w Azji w rejonach dzikich prawie nie zamieszkałych, a tak w ogóle to gdzie leży ten cały Kirgistan?! Większość ludzi to nie interesuje, bo po co Polak włóczy się po krajach, o których przeciętny obywatel Polski nic nie wie? Co więc mnie ruszyło w tej wiadomości? Po co w ogóle ją poruszam, przecież sam nie wiem gdzie leży ten cały azjatycki kraj, a już nazwa stolicy kompletnie nic mi nie mówi. Miałem napisać swoisty panegiryk dla zmarłego, może jakiś tren, ale zdałem sobie sprawę z tego, że nie potrafię pisać trzynastozgłoskowcem, ani nie potrafię układać rymów innych niż częstochowskie. Jedyne co mogę zrobić dla Macieja Chowanioka to posłużyć się faktem jego śmierci, żeby ukazać, postawę, która mnie śmieszy i na przemian żenuje.
Maciej Chowaniok prócz tego, że studiował na Uniwersytecie Śląskim, odbywał gościnne występy w moim liceum, gdzie przez rok nauczał filozofii i wiedzy o społeczeństwie. Oczywiście młodzież wtedy trudna była, coraz więcej się mówiło o przejawach wandalizmu ze strony uczniów wobec nauczycieli. No cóż my nie byliśmy inni. Gdy tylko pojawił się w klasie od razu rzucił nam się w uszy jego charakterystyczny głos – spokojny, opanowany i ciepły, co nam przywodziło na myśl brak mutacji. Jego głos był dla mnie synonimem głosu radiowego, takiego którego mógłbym słuchać cały czas i by mi się nie znudził, czego nie mogę powiedzieć o chociażby pani Paradowskiej [dla której mam ogromny szacun]. W oczy zaś rzucił się nam jego nienaganny ubiór. Tak schludnie, ładnie i w ogóle ubranego nauczyciela, jak żyję, nie widziałem. Magia, aż zaczęliśmy się zastanawiać ile on wydawał na ciuchy. Uczył nas rok, a potem ogłosił, że odchodzi, przy czym, że wyjeżdża do Kirgistanu powiedział nam w czerwcu, kiedy był już pewien, że dojdzie to do skutku. Teraz tak myślę, że mógł powiedzieć wcześniej – wtedy to zapeszyłby i nie odjechał do dzikich plemion azjatyckich, a użerałby się z nami. Nikt po nim nie płakał, niektórzy nawet odetchnęli.
Około półtora roku po ostatnim widzeniu nadeszła informacja, że zmarł. Byłem pierwszy, który to ogłosił w sposób jakże trendy [opcjonalnie: tandetny] teraz, czyli w opisie na gg. W 10 minut wszyscy mieli już emotikonki, które oznaczać mają świecę zapaloną ku pamięci -> [*]. Rzeczywiście trzeba wyrażać swój żal po człowieku, ot tylko dlatego, żeby wszyscy wiedzieli, że mamy dobre serduszko i ciężko, gdy umiera ktoś nam znany. Znowu mogę rzucić hasło ‘nie rozumiem’. Czy naprawdę tak im ciężko na duszy, że umarł profesor z którym nic, absolutnie nic, nie mieli wspólnego? Mogłem zrozumieć ogólnonarodową żałobę po papieżu, chociaż z trudem ją wytrzymałem, bo tyle dni bez niczego ciekawego w telewizji, to trochę dramat. Nie rozumiałem żałoby po generałach, czy oficerach, którzy zginęli w wypadku lotniczym, tak nie rozumiem reakcji tych ludzi. Wychodzi, bowiem na to, że zdolność do współodczuwania – szczególnie w momentach tragedii – jest wyznacznikiem fajności człowieka.
Znajomy zapytał mnie, czy aż tak mnie bawi ta cała sytuacja. Nie bawi mnie, ale nie zamierzam się też przejmować czymś, na co nie mam wpływu. Niestety większość ludzi ciągle myśli, że jak będzie się solidaryzować z ofiarami i przeżywać ich śmierć, to coś zmienią. Sami sobie odpowiedzcie, czy to że potrafimy współczuć, pomaga zmarłym.
‘Morderstwo niewybaczalne’, ‘Pustka i żal’. To tylko niektóre z opisów jakie się dziś pojawiły. No żal na pewno, ale tylko, że świat wydał takich ludzi jak wy. Szczególnie drugi opis, dziewczyny, która polskiego lektora widziała 2 lata temu i nie cierpiała po jego odejściu, przyprawia mnie o uśmiech na twarzy. Czysta, niczym nie skażona forma pozerstwa. Tym dla mnie są te opisy i wszystkie wirtualne świeczki. Myślicie, że gromnica opisowa to znak współczucia? Nie! To znak tego, jak puści jesteście w środku i jak bardzo zależy wam na społecznej akceptacji. Zostałem zlinczowany za opis szydzący z Kirgistańczyków [swoją drogą była to tandetna prowokacja niegodna wspominki, a już na pewno nie wiadomości do mnie] i uznany za tego złego, ale tak naprawdę są ludzie gorsi, którzy robią wielką tragedię ze śmierci człowieka, którego nigdy nie znali i nie przeszli z tą osobą na ‘ty’.
Cała ta szopka pokazuje tylko, jak mało dystansu do spraw wszelakich takich jak np. śmierć mają Polacy. W chwili tragedii podatni są na najtandetniejsze prowokacje, a najbardziej cieszą się kiedy trafi się ktoś, kogo mogą zlinczować i nazwać bezdusznym. Za to oni mają dusze przepełnione smutkiem, żalem, goryczą, są pełni współczucia. W waszej intencji zapalam świeczkę >> [*] <<, aby wasz rozum, baranki moje, spoczywał w pokoju.
Poprawna forma to ‘Kirgizow’, nie ‘Kirgistanczykow’.
No cóż, przeczytałam Twoją notkę i nie rozumiem co Cię dziwi w postawie ludzi z Twojej klasy… Szok Twoich kolegów po tragicznej smierci człowieka, z którym mieli styczność nazywasz szopką? Ludzie po prostu czują… W życiu nie pomyślałabym, że ludzie Ci ustawili sobie takie, czy inne opisy na gg, żeby postrzeganym być jako fajny człowiek… Twoje oskarżenia są po prostu bezczelne…
“Sami sobie odpowiedzcie, czy to że potrafimy współczuć, pomaga zmarłym”–> kompletnie nie rozumiem tego… Nie współczuje się po to, żeby pomóc zmarłym… Współczuje się, bo po prostu ma się serce, które czuje…
Jestem studentką UŚ. Miałam zajęcia z magistrem Chowaniokiem… No cóż, nie były to zajęcia szczególnie zajmujące. Pan Maciej jakoś nie potrafił nas zainteresowac omawianymi kwestiami. Jednak ceniłam Go za jego wszechstronność, szerokie zainteresowania, za Jego nieprzeciętną inteligencję. Wiedziałam, że to człowiek, którego powołaniem jest praca naukowca. Dokonałby jeszcze wielu rzeczy…
Śmierć Maćka Chowanioka wstrząsnęła mną bardzo… Jeszcze dziś trudno mi myśleć o czymkolwiek innym, ciągle mam przed oczami Jego uśmiechniętą twarz, słyszę Jego głos…
Jak mnie nazwiesz? Kim jestem, skoro i mnie przepełnia współczucie dla samego Pana Maćka jak i dla Jego rodziny? Mało tego, płakałam, jak doszła do mnie tragiczna wiadomość…
Ewo – rozbroiłaś mnie na łopatki [aż nie mam sił tłumaczyć]
zapraszam ponownie.
Studentko
Do Ciebie z racji tego, że napisałaś więcej, mam też więcej do powiedzenia.
Zapewne znane jest Ci pojęcie normy obyczajowej. W młodości wpaja nam się, że nie można śmiać się na pogrzebie i tak samo wmawia się dziecku współczucie do poszkodowanych. Tak naprawdę, gdyby nie te normy przekazywane nam przez otoczenie, to wątpię czy umielibyśmy wykazać się empatią. Jeśli nie współczujesz, zostajesz wykluczony ze społeczności dlatego większość ludzi ustawia sobie opisy, żeby pokazać, że mają serce.
I tutaj dochodzę do kolejnej sprawy, bo zwykle myślałem, że serce to organ pompujący krew. Niestety większość ludzi wychodzi z założenia romantycznego: uczucia > rozum. Więc i sercem ‘pojmują’ świat.
“Współczuje się, bo po prostu ma się serce, które czuje…” czyli po to żeby poczuć się lepiej i dowartościować swoje ego, ponieważ mamy uczucia więc nie jesteśmy źli. Pozwól, że zapytam, czy to Twoje współczucie odda Państwu Chowaniokom syna? Czy będzie im, dzięki waszej empatii, łatwiej żyć? Osobiście uważam, że sami muszą sobie z tym poradzić, bo to ich prywatna tragedia.
Nie rozumiem czemu współczujesz Panu Chowaniokowi. Nie przyda mu się już Twoje współczucie w końcu nie żyje. Na koniec mam takie pytanie (oczywiście nie rządam odpowiedzi, bo jest trochę osobiste). Jak na Ciebie wpłynęła ta śmierć, oprócz przytoczonych uczuć, stałaś się przez to inna? Postanowiłaś żyć według maksymy carpe diem?
Nie możesz wiedzieć co by się działo, gdyby nie normy obyczajowe… Ja tez tego nie moge wiedzieć, więc po co w ogóle to gdybanie? Ja płaczę na pogrzebie, bo jest mi smutno, bo rozstaję się z kimś na zawsze, bo juz nigdy z tą osobą nie porozmawiam, bo żałuję, że może nie powiedziałam tej osobie wielu rzeczy… Moje łzy nie są wynikiem, jak to nazywasz “normy społecznej”…
Nie współczuję, żeby dowartościować swoje ego! W życiu by mi taka rzecz nie przyszła do głowy! Powtarzam też, że moje współczucie nie ma oddać rodzicom Pana Maćka syna, bo to niemożliwe… Ja nie napisałam, że dzięki mojemu współczuciu tym ludziom będzie się łatwiej żyć… Współczucie nie ma na celu takiego czegoś. Przytaczam ze “Słownika języka polskiego” definicję: “współczucie 1. rzeczownik od czasownika współczuć, 2. uczucie smutku i żalu nad kimś, z powodu jego nieszczęścia, cierpienia”.
Czemu współczuję Panu Chowaniokowi? Po części odpowiedziałam już na to w poprzednim komentarzu… Pan Maciek wyjeżdżał do Kirgistanu z głową pełną marzeń i celów do zrealizowania, chciał tam zdziałać wiele rzeczy, jak każdy miał plany, pisał pracę doktorską, chciał jeszcze w życiu tyle rzeczy zrobić… A jaki gówniarz wszystko to przekreślił…
Ta śmierć, jak śmierć każdego innego człowieka, którego się znało, przypomina mi jak ulotne jest nasze życie; w każdej chwili może zgasnąć. Uświadamia mi, że takie rzeczy nie dzieją się tylko ludziom anonimowym, którzy są gdzieś daleko, ale też ludziom z mojego otoczenia…
Nie odpowiedziałeś na moje pytania z końcówki poprzedniego komentarza…
Według słownikowej terminologii współczucie nie pomaga nikomu – ergo jest niepotrzebne. Chyba, że pomaga współczującemu, ale twierdzisz, że nie dowartościowujesz swego ego.
Jakbym Cię nazwał? Z racji tego co studiujesz i jakie opinie tu przytoczyłaś, określiłbym Cię terminem humanistka. Wierzysz, że człowiek jest z natury dobry i posiada serce, które czuje, ale pewnie zdajesz sobie sprawę (przynajmniej powinnaś skoro żyjesz w XXI wieku) z tego, że człowiek nie zawsze jest dobry i wartościowy.
Tak sobie jednak pomyślałem, czy to co czujesz to przypadkiem nie jest rozgoryczenie po śmierci człowieka młodego, ambitnego z przyszłością – wszak miał uzyskać tytuł doktora – który zginął w sposób głupi.
Zgadzam się jednak z tezami, że życie jest ulotne i śmierć może spotkać każdego, jednak dla większości śmierć osoby takiej jak profesor, czyli persony z którą nie wchodzimy w bliższe relacje, to jedynie wydarzenie z którego nie wyciąga się wniosków.
Bo współczucie właśnie nie ma na celu pomagać komuś, co zaznaczałam już wcześniej. Nie współczuję komuś z nadzieją, że będzie mu się przez to lepiej żyć. Współczuję, bo współczuję, no tak po prostu! Bo jest mi źle, bo nie mogę zrozumieć itd. Nie wierzę, że Ty nigdy nikomu nie współczułeś…
Tak, jestem humanistką, jestem też dosyć wrażliwą osobą, którą zwyczajnie wzruszają niektóre rzeczy. I wiesz mi, że nie zastanawiam się wtedy, czy to komuś pomaga!
Ludzie dzielą się na takich, których poruszyła śmierć Pana Maćka i na takich, którzy przeszli obok niej obojętnie. I tak już zawsze będzie. Nic tego nie zmieni. Tak samo, jak są ludzie dobrzy i źli.
Myślę, że za każdym razem śmierć osoby, którą się znało nastraja nas do zatrzymania się i zastanowienia nad sensem życia… Ja, gdy dowiedziałam się o tej tragedii, pomyślałam sobie, że takiej chwili wszystko traci sens i staje się banalne…
A Ty jak zareagowałeś na śmierć magistra Chowanioka? Nie zasmuciła Cię ani trochę?
Oczywiście, poprzedni komentarz jest mojego autorstwa. Zapomniałam się podpisać
Jasne, że współczułem. Jak byłem mniejszy współczułem kotkom, pieskom bezdomnym etc. Dopiero potem wpadłem na pomysł, że współczucie dla współczucia to bezsens.
Nie mogę się jednak zgodzić, że za każdym razem [z naciskiem na każdym] śmierć osoby znanej nam, każe zatrzymywać się i rozważać sens istnienia.
O śmierci Pana Chowanioka dowiedziałem się przez kogoś. Wiedziałem tyle, że zabili Polaka, lektora w Kirgistanie. Już wiedziałem, że to mój były nauczyciel. Sprawdziłem, potwierdziłem. Powiem tak: było mi szkoda, że umarł ktoś taki i to do tego w tak głupi sposób. Bardziej kierowała mną ciekawość jak do tego doszło i dlaczego? Kiedy się to wyjaśniło, zwątpiłem, bo to najniedorzeczniejsze wytłumaczenie jakie można było wymyślić. Ale nie czułem smutku, bo nie znałem blisko człowieka. Szanowałem go i szanuję pamięć po nim, bo wiem, że ta postać mogła dokonać jeszcze wielu rzeczy.
Każdy z nas jest inny i inaczej czuje. Ja np. nie uważam, że współczucie nie ma sensu… Współczucie to po prostu smutek i żal. Zawsze ma jakiś sens dla współczującego. Tutaj też wskazuje na moment, w którym zaprzeczasz sam sobie: na początku piszesz, że współczułeś, a na końcu, że nie odczułeś smutku…
Jeśli chodzi o to jakie informacje dotyczące przyczyn tragedii ukazały się w mediach, też uważam je za niedorzeczne… Nigdy w nie nie uwierzę.
Moim celem, gdy pisałam pierwszy komentarz, nie było przekonanie mnie do mojego sposobu myślenia. Chciałam tylko wyrazić swoje oburzenie w tym, jak oceniasz ludzi… Inaczej myślą i czują niż Ty, więc to znaczy, że źle… Nasuwa mi się: żyj i pozwól żyć innym… Czyli wiesz, czuj sobie jak chcesz, ale nie obrażaj ludzi tylko dlatego, że są inni.
Nie wiem czego uczą na filologii, ale czytanie ze zrozumieniem jest ważne.
‘Jasne, że współczułem. JAK BYŁEM MNIEJSZY współczułem kotkom, pieskom bezdomnym etc.’ Cytuję sam siebie, co za narcyzm. To jest jedna myśl i tak ją traktuj.
‘(…)nie czułem smutku, bo nie znałem blisko człowieka.’ Teraz, czyli osiemnastego dnia listopada, nie odczuwałem smutku. To jest druga myśl nie mająca nic wspólnego z pierwszym akapitem, a więc nie ma braku logiki w moim pisaniu.
“Zawsze ma jakiś sens dla współczującego” ergo współczucie jest trochę egoistyczne.
Za to moje cele wciąż zostały niezrozumiane przez większość, niestety.
Nagła śmierć, dodajmy – trochę głupia – nie może nie budzić uczucia buntu. Nawet gdybym nie znał Chowanioka, na wieść o jego śmierci zasyczałbym z bólu. Myślałbym z pewnością o jego rodzicach, przyjaciołach. Naturalnie umiera się przecież późną starością, albo z powodu choroby, czy nawet wypadku. Nie wiem czy moje słowa dotra do autora eseju o śmierci, ale po jego przeczytaniu nie chciałbym faceta spotkać w życiu, nie mówiąc już o jakiejkolwiek relacji.
dotarły i życzę sobie tego samego